Polowanie na czerwony październik

Polowanie na Czerwony PaździernikDo przeczytania książki skusił mnie rewelacyjny, w moim mniemaniu film. Książka niestety zawiodła. Okazała się nudna, a najbardziej efektowne elementy filmu w książce w ogóle nie wystąpiły. Szczerze mówiąc to do tej pory dziwi mnie, jak można zrobić tak świetny film na podstawie żenującej książki. Podobno to właśnie dzięki tej książce Tom Clancy odniósł sukces…

Nudna opowieść o zdradzie i przekazaniu Amerykanom rosyjskiego okrętu podwodnego

Rzecz dzieje się podczas zimnej wojny. „Polowanie na czerwony październik” opowiada o kilkunastu radzieckich oficerach marynarki, którzy mają już dość komunizmu i postanawiają uciec do USA i przekazać prototypowy atomowy okręt podwodny amerykanom.

Żałosny kapitan Ramius

W porównaniu do filmu, w którym Sean Connery zagrał Ramiusa perfekcyjnie, jako pewnego siebie, bezwzględnego i niezwykle sprytnego egocentryka, w książce spotykamy Ramiusa niewyraźnego i targanego emocjami, brakuje mu elokwentności i spokoju, którym filmowy kapitan wręcz emanował.

Brak spektakularnej fabuły

Pierwsze, co mnie uderzyło, to zamordowanie oficera politycznego. Nie podobał mi się język i wybuch emocji kapitana – szloch, płacz i agoniczne uznawanie siebie winnym. Wydawałoby się, że tak właśnie powinien się zachować i że idealnie zagrał załamanego przyjaciela, jednak wyglądało, a raczej wydawało się (przecież czytałem książkę), bardzo sztuczne i sztywne.

Kolejne co mnie zażenowało, to przemówienie Ramiusa do załogi. Czytając przemówienie dowiadujemy się, że tak misterny w adaptacji filmowej plan, w książce był beznadziejnie nudny – kapitan powiedział załodze, że po prostu popłyną na Kubę. W polskim tłumaczeniu filmu Ramius powiedział „podpłyniemy pod największe Amerykańskie miasto i posłuchamy rock-and-rolla”, oczywiście w domyśle mówił o odpaleniu rakiet jądrowych. Zabrakło też rewelacyjnej filmowej kwestii: „To wielki dzień towarzysze. Od dziś tworzymy historię”. Wtedy marynarze powinni zacząć śpiewać hymn ZSRR. Nie śpiewali.

Kolejna rzecz godna pożałowania to pójście na łatwiznę przy przejęciu okrętu. Tom Clancy wcale nie wymyślił tych wszystkich skomplikowanych zagrywek, które zmuszały mnie do przewijania filmu, bo zwyczajnie nie rozumiałem o co chodzi. W książce Amerykanie w bezpiecznym miejscu weszli na okręt i obyło się bez żadnych ekscesów.

Przestałem czytać około 30 stron przed końcem. Finał, o ile mogę go tak nazwać, nie ma nic wspólnego z tym filmowym – marynarze obu nacji rozmawiają, rozmontowują Czerwony Październik i właściwie nic się nie dzieje. Totalna nuda.

Podsumowanie

Książka nadaje się tylko dla fanów Toma Clancy’ego i okrętów podwodnych. Generalnie nie rozumiem dlaczego autor zdobył sławę po napisaniu tej książki, mnie nie satysfakcjonuje.

Najtańsze książki znajdziesz na www.selkar.pl.